Zbiór ambiwalencji
„Zmysły radują się na widok rzeczy o właściwych proporcjach.”
Od kiedy pamiętam mój mózg pracuje łącząc różne fakty, struktury, zjawiska, obrazy, czasem na siłę próbuje zbudować sens, bo abstrakcja musi być logiczna. 😵💫 No i czasem wychodzi, a czasem nie. Kapitanem i sternikiem tego statku jest… podekscytowanie. To ta emocja zawsze wyznacza kurs.
Mój proces twórczy musi być… twórczy! Musi mnie zapalać, musi sprawiać, że płonę z zachwytu, gdy mam coś zrobić. Czy nową markę, logotyp, strategię, sesję zdjęciową lub stronę internetową. Ilekroć próbowałam coś zrobić bez wyraźnego zaangażowania moich trzewi – źle się to kończyło. Teraz już to wiem, ale musiałam się tego nauczyć. Można porównać do stanu zakochania, więc łatwo sprawdzić czy jest w danym temacie potencjał. 😉 Lata mi zajęło “wyszkolenie się”, aby wiedzieć co moje ciało do mnie mówi, gdzie iść, z kim rozmawiać, a nawet przy kim nie jeść. Czasem maltretowałam się chcąc zrobić coś na siłę, bo teoretycznie to była dobra kasa albo perspektywa super lukratywnej współpracy, ale finalnie – robiąc coś wbrew swoim odczuciom – traciłam więcej, niż mogłoby się wydawać. Czas, nerwy, relacje, pieniądze i chęć do życia. Moja intuicja dokładnie mnie instruowała, czego nie powinnam robić i gdy nie słuchałam, przysłowiowo „dostawałam po dupie”. Najczęściej jednak słuchałam. 😆
Jedną z pierwszych nazw, którą musiałam wymyślić była nazwa mojej firmy. 🙂
Przerażona, niedoświadczona, ale pełna ambicji i pasji zostałam postawiona w ogniu pytań, co tak naprawdę chcę robić i jak to robić, i ciągle przychodziła mi jedna myśl… towarzyszyć, być, ilustrować, pokazywać, dokumentować. Pasowało do biznesów, i do koncertów, jak i do książek, a nawet produktów. Moja praca miała coś unaoczniać, ale nigdy nie chciałam się ograniczać do jednej dziedziny, na wypadek gdybym się którąś szybko znudziła. 😉 Więc nadal szukałam nazwy idealnej…
W tamtym momencie szaleńczo zafascynowana byłam liczbą FI. Było to dla mnie, jak odkrycie sensu życia, bo wszystko się ze sobą idealnie łączyło. Od zawsze interesowałam się geometrią i kompozycją. Patrzyłam na świat przez pryzmat obrazu. Matematyka przyszła mi z pomocą, by choć minimalnie przybliżyć się do zrozumienia wszechświata, który czułam wewnętrznie, i którego zasadami kierowałam się w życiu nawet o tym nie wiedząc (chociażby w fotografii). To liczba FI wyjaśniła mi moje zamiłowanie do struktur wizualnych, estetyki i różnego rodzaju kompozycji, na bardzo logicznym poziomie.
Nie przypominam sobie, by kiedykolwiek mówiono nam o tym w szkole (sic!), dlatego dla niewtajemniczonych… Liczba fi (φ) to liczba określająca tzw. złotą, boską proporcję. Jej wartość wynosi w przybliżeniu:
φ ≈ 1,6180339887…
Ciąg Fibonacciego Leonarda z Pizy to jeden z najsłynniejszych ciągów liczbowych w matematyce. Jego zasada jest niezwykle prosta:
- zaczynamy od 0 i 1,
- każda kolejna liczba jest sumą dwóch poprzednich.
Wygląda to tak: 0, 1, 1, 2, 3, 5, 8, 13, 21, 34, 55, 89, 144… (zamiast przecinka możesz wstawić +)
Najciekawsze jest to, że jeśli podzielisz kolejną liczbę przez poprzednią, otrzymasz wartości coraz bliższe liczbie fi.
Na przykład:
- 13 ÷ 8 = 1,625
- 21 ÷ 13 = 1,615
- 34 ÷ 21 = 1,619
- 55 ÷ 34 = 1,618
- 89 ÷ 55 = 1,61818
Im dalej w ciągu, tym bardziej wynik zbliża się do φ = 1,618033988…
Wznosić się przez porażki, uczyć się, będąc własnym nauczycielem i bogacić się, oddając.
Im więcej o tym wszystkim czytałam, tym bardziej pociągało mnie to, że matematyka potrafi opisywać proporcje i porządek, tak zrozumiale i jasno (choć z matematyką nie zawsze było mi po drodze). Liczba FI stała się dla mnie symbolem równowagi i świadomego tworzenia, a ciąg Fibonacciego przypominał, że każdy kolejny krok powstaje dzięki temu, co było wcześniej, i prowadzi do czegoś większego. Bo rozwój nigdy się nie kończy i chciałam, by moja firma tak właśnie działała. Nigdy nie przestawała się rozwijać.
„Prawdopodobnie można z czystym sumieniem powiedzieć, że złota proporcja inspirowala myślicieli wszystkich dyscyplin jak żadna inna liczba w całej historii matematyki.”

